Rozdział trzeci

niedziela, 22 maja 2016

Grudzień 2015 

W poniedziałek około dziesiątej dzwoni Michalina. Akurat przygotowuję śniadanie, gdy komórka rozdzwania się obok w pokoju. Nie jestem zaskoczona, widząc imię siostry na wyświetlaczu, dziwię się nawet, że po moim świątecznym przedstawieniu odzywa się dopiero po kilku dniach. Jednak to dobrze, bo potrzebuję spokoju. Mimo wszystko nie mam ochoty z nią rozmawiać – nie zmieniam planów, świadomie wybieram słodkie lenistwo, choćby dlatego się jeszcze nie ubrałam; chcę ostatni raz pobyć wyłącznie w swoim towarzystwie, zanim zostanę wrzucona w wir pracy. To przecież najlepszy pokarm dla mojej introwertycznej duszy. 
Choć niechętnie, odbieram. Wiem, że za chwilę odezwie się ponownie, następnym razem już z pretensjami. Włączam na głośnomówiący, aby mieć wolne ręce i pokroić owoce do mojej owsianki. 
– I co, jak się czujesz? – pyta bez zbędnych wstępów. W głosie Michaliny słychać troskę; jestem naprawdę okropną osobą, skoro nie potrafię tego docenić.
– Dziękuję, już w porządku – odpowiadam zgodnie z prawdą. – Mówiłam ci, że to było chwilowe. Musiałam zjeść coś nieświeżego wcześniej, bo przed przyjazdem już nie czułam się dobrze – staram się wyjaśnić, jednocześnie licząc, że już nie wrócimy do tego tematu. – Nie myśl sobie, że to twoja kaczka tak na mnie zadziałała – staram się zażartować. 
– To dobrze, cieszę się – słyszę jej łagodny głos, a w tle odzywa się Przemek, zaczepia mamę. – Jesteś teraz sama?
– Uhm, tak, ojciec w pracy – odpowiadam. – Właśnie robię śniadanie...
– Tak późno? – dziwi się, a ja mimowolnie przewracam oczyma. Nie komentuję jej uwagi, po prostu dalej kroję banana. Chyba nigdy nie odważę się powiedzieć Michalinie, aby mi nie matkowała. – Ale ja w zasadzie dzwonię z propozycją – kontynuuje, gdy przez moment się nie odzywam. – Pomyślałam, że mogłybyśmy się gdzieś wybrać. Tak, wiesz, żeby nie siedzieć w domu. Co myślisz?
Nadal milczę, teraz zastawiając się, czy uda mi się jakoś wykręcić. Zapewne Michalina chce wyciągnąć mnie na poświąteczne wyprzedaże, a ja wcale nie mam ochoty na łażenie po sklepach, ani tym bardziej na ploteczki przy kawie. Gdy przypominam sobie ostatnią nowinę usłyszaną od siostry, myślę o Elizie Lasoń. Chociaż powinnam sobie odpuścić, bo za każdym razem pęka mi serce, uparcie wyobrażam sobie jej synka i zastanawiam się, do którego z rodziców jest bardziej podobny. 
Jak na złość przez moje zamyślenie kawałek pomarańczy wyślizguje się na podłogę. Przeklinam cicho pod nosem, sama nie będąc już pewna, z którego powodu. 
– Wezmę Przemka – ponownie odzywa się Michalina, kiedy ja schylam się po niesforny owoc, który akurat teraz zapragnął wolności. – Wiesz przecież, że tęsknił za ciocią, a nie zawsze będziesz miała dla niego tyle wolnego czasu, co teraz, jak w czasie przerwy świątecznej – stwierdza bez ogródek. – Chociaż liczę, że skoro będziesz w domu, będziesz nas odwiedzać częściej, prawda? 
Mimowolnie zaciskam szczękę. Najbardziej drażni mnie, gdy Michalina szafuje frazesami i przypomina mi o tych cholernych „oczywistych oczywistościach”, do których przez ostatnie kilka dni naprawdę staram się ponownie przywyknąć. Moja siostra mogłaby zrozumieć, że potrzebuję trochę więcej czasu, aby poukładać swoje życie na nowo. To przecież nie stanie się tak po prostu z dnia na dzień. Czy naprawdę wymagam aż tak wiele? Konieczne muszę ogłaszać to światu? Moja wiecznie skwaszona mina powinna dać ludziom do myślenia...
Powinnam od razu powiedzieć Michalinie, już w pierwszym zdaniu, że nie czuję się jeszcze na siłach, dlatego wolę odpocząć albo rzucić niewinnym kłamstwem o zaplanowanym spotkaniu, ot, chociażby z Beatą. Teraz jest już jednak trochę za późno, w dodatku nie wiem jak odpowiedzieć na argument z siostrzeńcem. Tak, zgodzę się, Michalina ma rację w tej kwestii, nie powinnam zaniedbywać dziecka. Nawet teraz słyszę Przemka gdzieś w tle, pyta o ciocię, więc domyślam się, że moja siostra już zdążyła wspomnieć o spotkaniu ze mną. Na samą myśl o tym, że zwiodę dziecko, robi mi się przykro. Może znów panikuję, ale odnoszę wrażenie, że Michalina gra na emocjach, dlatego czuję się podstawiona pod ścianą. 
– Nie, no, jasne – zająkuję się. – Nie mam specjalnie planów na przedpołudnie – mówię, starając się wykrzesać z siebie odrobinę entuzjazmu. Mam też nadzieję, że Michalina rozumie aluzję i nie zatrzyma mnie dłużej niż do obiadu. – Mam do was przejechać?
– Może spotkajmy się na mieście, co? – odpowiada. Czy usłyszałam cichy okrzyk radości? – Myślę, że niedługo będziemy gotowi, ruszamy z domu i za godzinę się spotkamy. Pasuje? Jeszcze się zdzwonimy, dobrze?
Nawet nie zdążę przytaknąć, a Michalina już się rozłącza, twierdząc, że musi przypilnować dziecko. Biorę głęboki oddech. Z okna w kuchni mam dobry widok na osiedlowy parking, więc rozglądam się z nadzieją, że ojciec przypadkiem poszedł tego dnia do pracy pieszo – niestety miejsce, gdzie zwykle parkuje samochód, jest puste. Z westchnieniem wrzucam resztę owoców do miseczki. Cóż, teraz to chyba sama muszę się pospieszyć. 
Pomiędzy kolejnymi kęsami wybieram sobie ubranie. Oprócz prostych jasnych dżinsów decyduję się na jedną z nielicznych rzeczy, która zachowała się po czystce w szafie – luźny wełniany sweter w kolorze zgniłej zieleni, który może nie wygląda na mnie rewelacyjnie, ale jest bardzo ciepły. Włosy ujarzmiam, upinając je w luźny kok, rzęsy maluję tuszem, a usta ochronną pomadką – tyle dziś w zupełności wystarczy, jeśli chodzi o poprawianie urody. Ostatecznie po założeniu płaszcza i wsunięciu stóp w workery przypominam bardziej zbuntowaną nastolatkę, jakąś starszą wersję siebie, niż panią z biura, którą stanę się za kilka dni. Na koniec jeszcze wymuszony uśmiech do lustra i jestem gotowa. 
Wychodzę z mieszkania i od razu kieruję się w stronę najbliższego centrum handlowego. Później Michalina tylko potwierdza to miejsce, przysyłając krótkiego smsa. Sprawdzam w telefonie repertuar kina, może akurat grają coś, na co zabrałabym Przemka. Mam jeszcze trochę czasu w zapasie, więc mogę się spokojnie przespacerować. Idąc, rozglądam się dookoła – na osiedlu praktycznie nic nie zostało zmienione od momentu mojego wyjazdu, ba, niewiele się zmieniło w ciągu kilku lat. Nawet twarze są te same, tylko oczywiście starsze. Po drodze mijam kilka znajomych osób, najczęściej dobrze znane panie sąsiadki – niektóre z nich mają kłopot, aby mnie poznać, co nieszczególnie mnie dziwi. Gdybym ułożyła włosy i ubrała się w eleganckie spodnie, zapewne byłyby przekonane, że kłania im się obca osoba. Kiedy już wychodzę z osiedla, po drugiej stronie ulicy zauważam koleżankę z podstawówki. Ona mnie jednak nie dostrzega, jest skupiona na czymś zupełnie innym – nie wiem, czy tak bardzo pochłania ją rozmowa przez komórkę, czy jednak chłopczyk, na oko czterolatek, domyślam się, że to jej syn. Nie zdradzam swojej obecności, tylko przyglądam się dyskretnie przez kilka sekund, zanim ich minę – dziewczyna w moim wieku ma już sporego synka, a ja sama czuję się czasami jeszcze jak dzieciak. Przez ostatni rok uświadomiłam sobie, że zbudowanie nowego, stabilnego związku będzie stanowić dla mnie nie lada wyzwanie, wciąż bowiem odczuwam strach z tym związany, a co dopiero mówić o byciu matką. 
Dochodzę wreszcie do galerii z równie pesymistycznymi myślami, czym nie poprawiam sobie samopoczucia. Tuż pod budynkiem mija mnie samochód Michaliny; siostra zatrzymuje się, więc wsiadam. 
– Zaparkujemy i możemy iść coś wyłowić – oznajmia wesoło po krótkim przywitaniu. Jasne, przecież po to się tutaj spotkałyśmy, prawda? Ponownie nie komentuję, witam się z Przemkiem, który zajmuje fotelik na tylnym siedzeniu. – Karina, zostaw płaszcz w aucie, co będziesz z nim chodzić po sklepach. Trochę jeszcze blado wyglądasz, wiesz? – Gdy już się zatrzymujemy, Michalina przygląda mi się uważnie, marszcząc przy tym czoło. Och, jak miło, że zauważa. – Na pewno dobrze się czujesz?
– Tak, dobrze – odpowiadam lakonicznie. – Wszystko w porządku – dodaję z emfazą, kiedy jej wzrok staje się uciążliwy. Ponownie odwracam się do siostrzeńca, uśmiechając się szeroko. Nawet jeśli narzekam na swoje samopoczucie, to nie może wpłynąć na dziecko. – Przemek, chciałbyś pooglądać rybki? – zagaduję do niego, starając się nie przejmować gadaniem siostry, wolałabym też, aby Michalina bardziej skupiła się na swoim synku, niż na mnie. – Jeśli chcesz, pójdziemy zobaczyć takie duże akwarium. – Mówiąc to, staram się pokazać rękoma, jak bardzo jest ogromne, co siedząc w aucie, jest naprawdę trudne i zarazem musi wyglądać dosyć zabawnie. Siostrzeńcowi świecą się oczy na samą myśl o tym, co może zobaczyć. – Jest nawet większe niż ja i ty razem!
– Mamo, nie widziałem jeszcze takiego dużego akwarium!
– Karina, coś ty mu nagadała? – Michalina zwraca się do mnie, już będąc poza samochodem. Otwiera drzwi obok Przemka i wyswobadza go z pasów. Mały aż rwie się do tego, aby zobaczyć to, o czym mówię. – Tutaj nie ma takich dużych akwariów.
– Są! – wykrzykuję trochę jak mała dziewczynka. – Sprawdziłam, dziś zaczyna się wystawa!
– No, dobrze – wzdycha Michalina – chodźcie, dzieciaki!
Idąc przez parking, sama zaczynam się ekscytować jak Przemek. Chłopiec właśnie mnie chwyta za rękę i rusza do przodu, zostawiając mamę daleko w tyle. Najważniejsze są teraz rybki, nic nas nie powstrzyma. Michalina wyraźnie za nami nie nadąża i chyba nie jest zadowolona z takiego obrotu spraw. Odwracam się do niej i mówię, że później się znajdziemy. 
– Możesz skoczyć... na jakieś łowy – rzucam trochę od niechcenia, ale bardziej skupiam się na tym, aby siostrzeniec nie zrobił sobie krzywdy w czasie, gdy popycha drzwi między parkingiem a galerią. Chwilę później wjeżdżamy ruchomymi schodami na dół i zupełnie znikamy mojej siostrze z oczu. Musimy jeszcze przejść kawałek, ale już widzimy wielkie akwaria i plakaty reklamujące czasową wystawę.
Krótko po naszej ucieczce dostaję od siostry kolejnego krótkiego smsa, wybiera się do drogerii, podejrzewam więc, że przez dłuższy czas nie będzie nas szukać. Jakby na to nie patrzeć na chwilę uwolniłam ją od dziecka, więc Michalina powinna być wdzięczna, że w łatwy sposób zyskała czas dla siebie. Ja natomiast mogę odetchnąć z ulgą – Przemek nie zadaje innych pytań, tylko o rybki, a ja cierpliwie czytam każdy opis, dziecko słucha o podwodnym życiu z nomen omen z zapartym tchem. Nie mam pojęcia, czy Michalina rzeczywiście chciała o czymś porozmawiać, a nawet jeśli, to odsunęłam to w czasie. Poza tym zdecydowanie wolę się teraz zająć siostrzeńcem. 
Sama jestem tak zafascynowana rybkami, że zupełnie tracę poczucie czasu i nie zwracam uwagi na otoczenie. Ludzie kręcą się wokół nas, ale niewiele mnie to obchodzi. W pewnym momencie Przemek dostrzega błazenki pływające w krystalicznie czystej, błękitnej wodzie i z imieniem Nemo na ustach podchodzi do kolejnego akwarium. Właśnie wtedy zostaję sama i gapię się na pielęgnice, będąc zupełnie nieświadomą, że ktoś od pewnego czasu ma mnie na oku. Kiedy ruszam w stronę kolejnego akwarium, czyiś chwyt powyżej łokcia zatrzymuje mnie w miejscu; zaskoczona odruchowo odwracam się gotowa zaatakować napastnika. Wyszarpuję się uścisku, który na szczęście nie jest zbyt mocny. Kiedy się wyswobadzam, podnoszę wzrok. 
I zamieram. 
Zasycha mi w gardle, staram się przełknąć ślinę, a później odchrząknąć. 
– Tobiasz? – pytam nieswoim głosem. Oczywiście, że to on, idiotko!
Wygląda jakoś inaczej – to pierwsze, co od razu rzuca mi się w oczy – na pewno nie tak samo, jak dwanaście miesięcy temu, kiedy się rozstaliśmy. Cały czas pamiętam zezłoszczonego i zarazem nieszczęśliwy Tobiasza, który w ułamku sekundy uświadamia sobie, że jego trzyletni związek z Kariną Sowińską właśnie się skończył. Niestety w tamtym okresie towarzyszyło mi wiele skrajnych emocji, dlatego w pamięci najlepiej zapisał się ten smutny obraz. Teraz stoi przede mną młody mężczyzna, wysoki blondyn, który łagodność wypisaną ma na przystojnej, pociągłej twarzy. Doskonale znam te rysy, nie potrafiłabym zapomnieć. Tobiasz uśmiecha się delikatnie, pojawiają się dołeczki na policzkach. Ma piękny uśmiech, zawsze to w nim lubiłam. W jego niebieskich oczach oprócz odrobiny zaskoczenia dostrzegam również własne odbicie – wystraszona dziewczyna, gotowa na szybką ucieczkę. 
– Wołałem cię – mówi z lekkim przejęciem, ale widocznie cieszy się na mój widok. Jest wyraźnie rozbawiony całą tą sytuacją i w przeciwieństwie do mnie całkowicie wyluzowany. – Przyszedłem się przywitać, ale byłaś tak zajęta, że nawet mnie nie usłyszałaś. 
– Tak – mamroczę pod nosem – przyszłam tutaj z Przemkiem.
Przypominam sobie o siostrzeńcu, dlatego natychmiast rozglądam się, by skontrolować sytuację. Chłopiec nadal wpatruje się w błazenki i nie dzieje się nic złego. Uświadamiam sobie, że spuściłam go z oka może na dziesięć sekund, nie więcej. Nadal jestem oszołomiona widokiem Tobiasza i czuję, że przestaję kontrolować sytuację. 
– Wystraszyłeś mnie – zauważam, gdy ponownie zerkam na mojego byłego chłopaka. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że zmieniło się w nim znacznie więcej, niż na pierwszy rzut oka mogę dostrzec.
– Przepraszam, przecież wiesz, że nie chciałem. – Wyciąga rękę i dotyka w przepraszającym geście tego samego miejsca, co przed chwilą. Ja nie protestuję, pozwalam się nawet trzymać przez chwilę. – Zauważyłem cię i postanowiłem się przywitać – wyjaśnia raz jeszcze. 
– Jasne, przecież możemy ze sobą rozmawiać, prawda? – mówię ze ściśniętym gardłem.
Wciąż nie jestem gotowa na konfrontację ze swoim byłym chłopakiem. To pierwszy raz, kiedy widzimy się, od czasu, gdy z nim zerwałam. W czasie naszej ostatniej rozmowy wyznałam Tobiaszowi prawdę, a później zniknęłam z jego życia i nie da się ukryć, mam wyłącznie przykre wspomnienia z tym związane. A teraz on wita się ze mną ot tak po prostu jak ze starą znajomą, którą przecież nie jestem! Czy to możliwe, że zdążył pogodzić się ze stratą, a ja wciąż nie mogę wybaczyć sobie, że rozstaliśmy się właśnie przeze mnie? Bardzo możliwe, bo naprawdę Tobiasz zachowuje się nad wyraz normalnie i swobodnie, co kontrastuje z moim milczeniem i brakiem pewności siebie. 
Chociaż może to lepiej, że wziął mnie z zaskoczenia? Przecież nigdy nie zdecydowałabym się, aby się z nim spotkać i... porozmawiać. 
– Słyszałem, że wróciłaś do miasta – oznajmia w podobnym tonie, co wcześniej. Kontynuuje beztroską rozmowę, która dla mnie staje się powoli katorgą. Oczywiście zaczynam się zastanawiać, stąd Tobiasz wie o moim powrocie. – To zabawne, pomyślałem nawet, czy cię gdzieś nie spotkam w najbliższym czasie. No i proszę, jesteś – śmieje się. Mnie wcale nie jest wesoło, ale mimowolnie, chcąc zachować pozory, wyciągam usta w leniwym uśmiechu.
– Więc miałeś szczęście – staram się nie okazywać zbyt wielu emocji – bo Michalina wyciągnęła mnie z domu. – Odwracam się jeszcze raz za siebie, dziecku oczywiście nic się nie dzieje, jednak nie chcę spuszczać go z oka. – Przepraszam – rzucam, kiedy Tobiasz otwiera usta, by coś powiedzieć – muszę przypilnować Przemka. – Robię dwa kroki w tył, a później odwracam się plecami do mężczyzny. Biorę głęboki wdech. Co się tutaj dzieje? Właśnie doświadczyłam swojego własnego koszmaru, który okazał się zaskakująco niegroźny dla moich nerwów. – Przemek, wszystko już obejrzałeś? – kucam przy siostrzeńcu, starając się zapomnieć o Tobiaszu. Młody przytakuje skinieniem głowy.
– A mogę jeszcze trochę popatrzeć na rybki? – pyta z nadzieją. Nie potrafię mu odmówić, więc pozwalam się ponownie rozejrzeć. Nie jest to dla mnie najbardziej komfortowa sytuacja, szczególnie że wciąż czuję obecność Tobiasza. Rozglądam się, on ciągle stoi w tym samym miejscu i z zaciekawieniem mi się przygląda. Tym razem wygląda na bardziej rozbawionego niż jeszcze przed chwilą. Marszczę czoło, nie wiedząc, o co tak naprawdę chodzi. Tobiasz wykorzystuje ten moment, gdy znów zastygam w bezruchu i ponownie się zbliża.
– Chciałaś uciec – zauważa, mówiąc niższym głosem i tym razem posyła mi protekcjonalne spojrzenie. Patrzę mu głęboko w oczy, chyba stara się mnie zahipnotyzować, nie podoba mi się to, co widzę. – Oj, nieładnie, Karina...
– Mówiłam, nie jestem tutaj sama – odpieram. Na pewno nie wierzy w tę marną wymówkę, nawet sama siebie nie potrafię przekonać. Wiem, że wkroczymy na niebezpieczny grunt, jeśli tego natychmiast nie przerwę, ale zaczynam czuć coś, za czym naprawdę tęskniłam. – Poza tym jestem nieumalowana – rzucam w nagłym przypływie pewności siebie, co nas obojga rozbawia. Potrafię się szczerze zaśmiać, a biorąc pod uwagę, że ostatnio wciąż jestem w podłym humorze, to dla mnie miła odmiana. Poza tym on, jego śmiech, to, jak wciąż na mnie patrzy, chociaż stara się to ukryć – nie potrafię być obojętna. Zaczynamy bawić się w kotka i myszkę, a ja doskonale wpisuję się w rolę gryzonia, który zapuścił się stanowczo za daleko od swojej norki. 
– Tobiasz, co za miła niespodzianka!
W tej samej chwili oboje przenosimy wzrok na moją siostrę. W mojej głowie kotłują się przekleństwa, których rzecz jasna nie wykrzyczę, chociaż mam na to wielką ochotę. Żołądek koziołkuje, a serce chyba przestaje bić. Obecność Michaliny jest mi bardzo nie w smak. Kątem oka zerkam na mężczyznę obok, on również nie wygląda na zachwyconego. 
– Michalina, cześć – wita się grzecznie. – Dobrze wyglądasz.
– Przestań, nie czaruj – śmieje się. – Kto pilnuje mojego dziecka? – pyta z udawanym oburzeniem. Tak, zdecydowanie widok niedoszłego szwagra wyraźnie poprawia jej humor. Natomiast ani mnie ani Tobiasza nie cieszy pojawienie się Michaliny. – Wy tu sobie...
– Mam Przemka na oku – wpadam jej w słowo, zanim dokończy. Nawet nie chcę wiedzieć, co sobie pomyślała. – Widzisz – wskazuję ruchem głowy – jest zafascynowany rybkami.
– Och, daj spokój – zwraca mi uwagę, jednocześnie mówiąc przesłodzonym głosem. – Tobiasz, moja siostra ostatnio zachowuje się, jakby ją diabeł opętał. Przecież tylko żartowałam, nie unoś się tak – dodaje z emfazą. Kolejny raz powstrzymuję się od komentarza, tym razem dlatego, że nie potrafię uwierzyć w to, co właśnie usłyszałam. Zamiast tego spoglądam na nią z jawnym oburzeniem, ale ona nic sobie z tego nie robi. – Co w ogóle u ciebie słychać? Naprawdę dawno cię nie widziałam – zauważa, przy czym zerka na mnie, dając do zrozumienia, czyja to jest wina. Michalina nigdy nie traktowała Tobiasza w sposób jak ja Adriana, jeśli miałaby stanąć po czyjejś stronie, to na pewno wybrałaby mojego byłego chłopaka, a nie własną siostrę. – Wszystko u ciebie w porządku?
– Tak, jasne, dziękuję – Tobiasz odpowiada grzecznie. Ponieważ doskonale go znam, zauważam, że krępują go te pytania, w ogóle cała sytuacja. Dobrze, że nie tylko ja dostrzegam, że Michalina przesadziła z reakcją. Podejrzewam, że chętnie pociągnęłaby Tobiasza za język, bo chyba nagle zapomniała o dobrym wychowaniu, postanawiam więc ratować biedaka, tym samym również siebie.
– Nie będziemy cię zatrzymywać – rzucam lekko, zerkając na mężczyznę, staram się delikatnie uśmiechnąć. – Michalina zaplanowała wielkie łowy na poświątecznych wyprzedażach, nie pewno nie będziemy cię za sobą ciągnąć – dodaję w żartobliwy sposób. Dostrzegam, że siostra chcę się sprzeciwić, jednak w porę odzywa się Tobiasz:
– Mam coś do załatwienia, więc i tak muszę już iść. Miło było was spotkać. – Raczy nas swoim najpiękniejszym śmiechem, wycofując się powoli. Ostatni raz spogląda na mnie, myślę, że wymyślił sposób, jak mnie podejść, ale pojawienie się Michaliny pokrzyżowało mu plany. – Do zobaczenia – żegna się nad wyraz uprzejmie.
– Tak, do zobaczenia – odpowiada Michalina, zachowując się tak, jakby pożegnanie mężczyzny miało znaczyć coś więcej. Spoglądam na siostrę z mieszanymi uczuciami. Przestaje mieć znaczenie, że wszyscy na siebie wpadliśmy, mieszkamy przecież w tym samym mieście, prędzej czy później taka sytuacja miałaby miejsce. Moja siostra jednak ma chyba większe nadzieje, że ponownie zejdziemy się z Tobiaszem, niż on sam. Wstyd mi za nią, mogła sobie darować. Jeszcze chwila, a zaprosiłaby go na rodzinnego sylwestra jak za starych, dobrych czasów.
– Wiesz co, dziwię ci się, że nie jesteście razem – siostra jęczy mi nad uchem. Chciałabym, aby to było tylko brzęczenie natrętnej muchy, którą mogę zabić gazetą. – Tobiasz to wspaniały chłopak...
– Więc może powinnaś się sama nim zainteresować – odpowiadam kąśliwie, nie mogąc się powstrzymać. Michalina robi wielkie oczy, zauważam, jak zaciska szczękę. Dobrze jej tak! Tym razem nie ugnę się pod jej ciężkim spojrzeniem. Przed momentem słodziła mojemu byłemu, przy okazji wspominając, że zwariowałam, to już dla mnie zbyt wiele! – Odpuść sobie – cedzę przez zęby – nie licz na to, że do niego wrócę, zapomnij!
Michalina prycha, teraz patrzy na mnie protekcjonalnie. To nie wróży nic dobrego. 
– A co, twój kochaś w zupełności ci wystarcza? – Michalina już nie kryje złośliwości. Twarz ma czerwoną ze złości. – Żebyś później nie przychodziła, kiedy cię zostawi i złamie ci serce.
Odwraca się i podchodzi do syna. Po tej nieprzyjemnej wymianie zdań potrzebuję paru głębszych wdechów i kilka sekund na zastanowienie. Powraca spokój, kiedy uwiadamiam sobie, że moja siostra niewiele wie o tym, co stało się rok temu. Nawet się nie domyśla, z kim wtedy wdałam się w romans.